poniedziałek, 10 maja 2010

Tęczowy KomiX BOX - Wstęp

W lutym, na poznańskiej Ligaturze, Wojtek Szot wygłosił prelekcję pod szumnie brzmiącym tytułem „Gej czy pedał? Komiks homonormatywny”, a na swoim blogu przedstawił taki ogólny zarys wykładu:

W czasie prezentacji zastanowimy się nad tym jak we współczesnym komiksie traktowane są osoby homoseksualne w perspektywie dwóch dyskursów – tożsamościowego, w którym Inni przestają być Obcy i dyskursu queer – gdzie Obcość jest wartością afirmowaną. Komiksologia w Polsce jako zjawisko wciąż marginalne boryka się też z problemem wykluczania z dyskursu tematyki osób nieheteronormatywnych. Wciąż brakuje omówienia przykładów wykorzystania z pozycji władzy postaci geja czy lesbijki w polskim komiksie – zarówno od strony polskiej komiksologii jak i polskich queer studies. Polski komiks również wyjątkowo oporny jest wobec tematyki gejowskiej czy lesbijskiej. Dlatego zobaczymy przy tej okazji, czy możliwe jest mówienie o komiksie w kategoriach opisanych przez Michela Foucault i Judith Butler. W prezentacji znajdą się zarówno przykłady polskie, europejskie jak i amerykańskie, ze szczególnym uwzględnieniem pozycji już obecnych na polskim rynku.

Poszedłem na niego z wielkim zainteresowaniem, żeby dowiedzieć się czegoś nowego o komiksie jako takim, jednak spotkało mnie spore rozczarowanie.
Abiekt mija się z prawdą mówiąc, że polski komiks jest wyjątkowo oporny wobec tematyki gejowskiej czy lesbijskiej.
Mam rozumieć, że film, rzeźba, malarstwo, fotografia, czy literatura mienią się całą gamą kolorów, że aż oczy bolą?
Myślę, że tak jak w innych dziedzinach sztuki, temat ten stanowi niewielki procent publikacji, a wszelakiej maści homo treści traktowane są epizodycznie (jako tło) i rzadko bywają wiodące.
Podejrzewam, że Paweł Leszkiewicz (również obecny na pogadance), przygotowując wystawę „Ars Homo Erotica”, sporo się natrudził, żeby skompletować odpowiednie eksponaty. I pewnie podobnie rzecz się miała, przy zbieraniu materiału do wydawanej wkrótce przez Abiekta książce.
Przedstawione przez Wojtka publikacje, stanowiły najbardziej oczywiste z możliwych, bez większego zgłębiania tematu. Byli więc: Ralf Koenig, Alison Bechdel, Bostońskie małżeństwa i Tom of Finland, który własną wizją, rzekomo zniszczył gejowską pornografię. Wspomniane też były jakieś nowelki z Francji czy USA i tyle.
A szkoda! Bo jak zacząłem szperać we własnej pamięci, a później na półkach, znalazło się tego całkiem, całkiem ;)
Research w tym przypadku był żaden. Prawdopodobnie organizatorzy zwrócili się do W., który jest wydawcą "homokomiksów", żeby podzielił się swoją wiedzą w tym temacie, a on powiedział co wiedział.
Teorie queer studies i homonormatywności podaruję sobie, bo to nie moja działka, jednak wydaje mi się, że i ten aspekt został przedstawiony dość jednostronnie, a próby polemiki były zazwyczaj kwitowane stwierdzeniem – „bo ja tak uważam” lub „ten wątek zbytnio odbiega, lub poszerza główny temat”.

Pomysł, żeby przedstawić suche fakty występowania tęczowej tematyki w komiksach publikowanych w Polsce (znanych mi osobiście), dojrzewał we mnie dość długo.
Blog ten jeszcze nie istniał, gdy Wojtek dawał swój poznański występ. Chwała mu za to, że w ogóle podjął taki „niepopularny” temat, przykro że zrobił to tak ogólnikowo.
Jako że materiału znalazło się rzeczywiście dużo, podzieliłem go na oddzielne części: lesbijską, gejowską, bi, trans oraz queer.
Skupiłem się tylko na albumach i zeszytach, natomiast z premedytacją nie zgłębiałem publikacji zinowych i magazynowych, z krótkimi historyjkami, różnych artystów. Zrobiłem to z czystego lenistwa, ponieważ wtedy całość rozrosłaby się do gargantuicznych rozmiarów, dlatego wykorzystałem tylko kilka wyjątkowych scen.
Jeden raz zgadzam się z Abiektem, że manga czyli gatunki yaoi (męski homoseksualizm) i yuri (homoseksualizm kobiecy) to odrobinę inna bajka, więc ich tutaj nie umieszczę, chociaż od każdej reguły musi być parę wyjątków ;)
Chociażby "Eden" Hiroki Endo - rewelacyjna, futurystyczna opowieść na miarę "Akiry".
Na samym początku poznajemy dwójkę dzieciaków i ich opiekuna (Maurice Rain), który jest gejem.

W miarę rozwoju akcji pojawia się Wendy (izraelska żołnierka), o której przez przypadek dowiadujemy się, że jest lesbijką i żyje w związku z Fuong.
Prezydent potężnej organizacji - Propatria, grającej ogromną rolę w fabule mangi "Eden", stojąc tuż nad grobem, zwierza się swojej byłej podopiecznej, z którą kiedyś odbył stosunek seksualny, że lubił także chłopców.
Zeskanowane kadry (za których jakość przepraszam), mają obrazować tylko, że dany temat rzeczywiście się pojawia, a dodatkowo skłonić zainteresowane osoby do sięgnięcia po komiks i samodzielne zgłębienie treści ;-)
Mam umysł syntetyczny, zatem anal...lizę pozostawiam innym ;)
Jak przed chwilą poinformował mnie wilquowy kalendarz, zainstalowany w moim komputerze, dziś jest Międzynarodowy Dzień Machania Pindolem, zatem goły jak święty turecki rozpoczynam wyliczankę ;D
Lojalnie ostrzegam, że część obrazków jak i samych prezentowanych przykładów z moimi opisami są spoilerami!!!


W ramach przystawki, kadr komiksu „Wieczna Wolność” (Marvano i Joe Haldeman), obrazujący jak w dalekiej przyszłości zmienić się może struktura społeczeństwa.

Jako danie główne - „Sandman”, sztandarowy tytuł Neila Gaiman’a, u którego homo wątki pojawiają się wyjątkowo często. Przez karty tego komiksu, przewinęło się kilkoro gejów i lesbijek, a niektóre z nich miały duży wkład w snutą opowieść.
Jedną/jednym z Nieskończonych, czyli rodzeństwa tytułowego bohatera jest Pożądanie, które „nigdy nie zadowalało się jedną płcią, ani w ogóle niczym pojedynczym”. Osóbka ta wielce namieszała w egzystencji swojego starszego brata ;)
Podobno projektując tą postać, Neil wzorował się na rzeczywistej artystce.

W pierwszym zeszycie, pierwszego tomu serii pt. „Preludia i Nokturny”, poznajemy Aleksa Burgess’a oraz Paula McGuire’a.

Tego pierwszego, Władca Snów surowo ukarał za uwięzienie jeszcze przez jego ojca.
Okazuje się, że ich historia jest jednym z elementów wieńczących koniec całej opowieści w „Paniach Łaskawych”.

Również w pierwszym tomie, w najstraszniejszym moim zdaniem odcinku „24 godziny”, przewija się postać Judy, która czeka w barze na swoją dziewczynę Donnę.

Tytułowy „Dom lalki” do którego sprowadza się Rose Walker, okazuje się siedliskiem tęczowych indywiduów.
Za sąsiadów ma ona: parę lesbijek – Chantal i Zeldę

oraz Hal’a Carter’a, który wieczorami daje występy jako Dolly.

W tomie „Zabawa w Ciebie”, główną bohaterką jest Barbie (wcześniej mieszkająca również w „Domu lalki” razem ze swoim facetem Kenem). Tym razem jako już samotna dziewczyna, przeprowadziła się w inne miejsce, gdzie jej przyjaciółką zostaje Wanda, czyli transseksualista Alvin tuż przed zabiegiem zmiany płci, nie akceptowany przez najbliższą rodzinę.

Na deser, prześlicznie malowana, ukazująca się jeszcze „Borgia” (Milo Manara i Alejandro Jodorovsky). Rzecz o autentycznej, włoskiej rodzince, uważanej za pierwowzór struktur mafijnych. Wystarczy spojrzeć na ulice Rzymu, żeby wiedzieć że będzie kolorowo ;-)

Głowa rodziny Rodrigo jest biskupem, a po śmierci papieża ubiega się o ten urząd, na wiele różnych sposobów. Jednego z kontrkandydatów, ślicznego Giuliano, eliminuje z dalszej gry, przez pozbycie się jego… wspólników ;-)

Córka Rodrigo, Lukrecja jest chyba najbardziej lubieżna z całej rodziny, sypia z własnym bratem Cezarem, ojcem (przez przypadek), ma kilku kochanków i męża,

ale nie gardzi też fizycznymi kontaktami z kobietami.

Z kolei najmłodszy syn Giovanni, lubi całować chłopców ;D

Jeżeli ktoś jeszcze odczuwa głód homicznej wiedzy komiksowej, to niech zajrzy do perfekcyjnego komiksu historycznego "Berlin", tworzonego przez Jasona Lutensa.
Na tle wielkiej historii Republiki Weimarskiej, przewijają się losy zwykłych ludzi (robotników, gejów, dziennikarzy, lesbijek, arystokratów, transwestytów, polityków, biseksualistów, artystów).

"Zagubione dziewczęta" Alana Moore'a (scen.) oraz jego partnerki Melindy Gebbie to encyklopedia orientacji seksualnych. Tutaj jest wszystko!
Na zakończenie odrobinę żartobliwie, ale w życzliwy i ciepły sposób, na kartach „Porad Praktycznego Pana” miszcza purenonsensu Tadeusza Baranowskiego, przewijają się w różnych przypowiastkach geje i lesbijki (odcinek poświęcony kontroli urodzin)

oraz transwestyci (reklama).

sobota, 8 maja 2010

Fafik's travels 3 - Lublin pospolity

Szybki spacer po Starym Mieście.

Żeby nabrać sił przed wędrówką, warto wstąpić do Restauracji Vanilla, przy Krakowskim Przedmieściu.

w której obowiązkowo trzeba skosztować Ciasto Stuletnie, stworzone na bazie orzechów włoskich, bez użycia grama mąki. Dodatkowo zapijamy truskawkowym drinkiem Strawberry Margerita.
NIEBO W GĘBIE!!!

Nigdzie indziej na świecie nie zjecie takiego arcydzieła. Aż dziw bierze, że Vanilla nie wypłynęła dzięki temu ciastu na szerokie wody cukiernictwa.

Tak posileni ruszamy na wycieczkę.
Tuż przy knajpce stoi mała fontanna z kozłem, czyli zwierzęciem herbowym Lublina.

Wejścia w obręb murów obronnych, strzeże średniowieczna Brama Krakowska.

Około 100 metrów za nią, dochodzimy do Rynku, na którym jest Trybunał Koronny.

Na poniższym zdjęciu widać Kamienicę Pod Lwami (na pierwszym planie), w której znajduje się świetna, żydowska knajpa (kiedyś ją opiszę przy mojej kolejnej podróży do tego miasta). W tle Wieża Trynitarska, czyli kolejne z możliwych bram wiodących do Starego Miasta.

Kilkaset metrów dalej, kierując się główną ulicą, dochodzimy do Placu po Farze, czyli Kościele św. Michała Archanioła, który wyglądał tak.

Warto się tam chwilę zatrzymać, gdyż z placu tego rozciąga się piękna panorama miasta.
Wychodzimy ze Starówki przez Bramę Grodzką, za którą po naszej lewej stronie rozciąga się taki widok:

a na wprost dochodzimy do Zamku.


O Lublinie na chwilę obecną tyle.
Jeszcze kiedyś tu wrócę i oprowadzę Was po innych atrakcjach tego miasta, jak i zrecenzuję kolejne knajpy ;)

piątek, 7 maja 2010

Fafik's travels 3 - Lublin: Restauracja Tamara Cafe (de Paris)

Tym razem przypowieść, jak rewelacyjne restauracje stają się zwykłymi knajpami.

Lublin pomimo tego, że znajduje się w Polsce Be...zklasowej ma to szczęście, że jest tam kilka bardzo dobrych jadłodajni.
Lokal Tamara Cafe znam około 3,5 lat. Znajduje się w ścisłym centrum miasta, przy Krakowskim Przedmieściu.

To tutaj właściwie zaczęła się moja gastronomiczna przygoda w wersji De Luxe.
Moje kubki smakowe otworzyły się na zupełnie nowe doznania i najdziwniejsze połączenia potraw, z których chyba najdziwniejszą była tarta z gruszką i serem pleśniowym.
Pierwszy raz jadłem w tym miejscu rewelacyjną potrawę na upalne dni - ceviche.
Dzięki temu, że restauracja jest lubelskim przedstawicielem winiarni Marka Kondrata, zacząłem być domorosłym kiperem ;)

W przytulnych, piwnicznych pomieszczeniach, przyozdobionych reprodukcjami obrazów Tamary Łempickiej,

lub w zacisznym ogródku,

można spędzić urocze popołudnie lub wieczór ;)

Wracałem tutaj regularnie, a kuchnia prowadzona przez Piotra Kwiatosza cały czas utrzymywała stały, wysoki poziom.
Niestety, mniej więcej od zeszłego roku, menu zaczęto układać w ten sposób, aby przypodobać się pospolitym, "schabowym" gustom (być może wymyślne potrawy nie sprzedawały się zbyt dobrze).

Taka kolej rzeczy jeszcze mnie zbytnio nie zmartwiła, ponieważ zachowała się w szczątkowej wersji "Karta smakosza", a dodatkowo we wtorki organizowany jest "Dzień smakosza".
Jednak podczas mojego ostatniego tam pobytu, wszystkie potrawy jakie zamówiłem, były źle przygotowane lub źle doprawione, co się nigdy wcześniej nie zdarzyło, a to niestety jest DRAMAT!!!

Mój plan zachwalania kolejnego, zajebistego lokalu legł w gruzach, Gastronauci ocenili go ciut powyżej średniej.
Poziom serwowania dań utrzymany jest wysoko - miła, wykwalifikowana obsługa, dwa rodzaje "czekaczek", czyli czegoś na ząb, na dobry początek,

dodatkowo intermezzo, czyli przegryzka między potrawami.
Natomiast z poziomem serwowanych dań jest od teraz różnie:
pyszne są zupy, a szczególnie chłodnik;
przystawki (carpaccio jest wzorcowe - to na obrazku w linku takie nie jest ;-P);
w daniach głównych - niestety, równia pochyła ;/

Ceny są dość wysokie, ale wcześniej przynajmniej wiedziałem za co płacę.

Dlatego

dam Tamarze ostatnią szansę, a Was zapraszam tam, abyście wyrobili sobie własną opinię.
UPDATE 14.12.2010.
W listopadzie bieżącego roku Tamara zamknęła swoje podwoje na jakiś czas celem odświeżenia wizerunku.
Po kosmetyce nieznacznie zmieniła się nazwa - Tamara Cafe de Paris.
Zatem poszedłem tam dzisiaj, aby dać jej obiecaną ostatnią szansę ;)
...
Przykro mi bardzo, ponieważ temu lokalowi już podziękuję za napychanie bandziucha.
Wystrój w założeniu ma nawiązywać do słynnego Moulin Rouge, w rzeczywistości wygląda jak burdel, a właściwie to bardziej jak nieudana dekoracja studniówkowa.
Wszędzie czerwono, jakieś tiule i szyfony, boa z piór oraz podwiązki na stole.
Kompletne pomieszanie stylów i muzyki sączącej się w tle, a także kelnerki pląsające w komicznych (chyba chodziło o kabaretowe) strojach.

O samym żarciu nie warto wspominać.
Najzwyklejsze jedzenie, próbujące aspirować do czegoś wyższego.
Przy okazji po raz kolejny potwierdziłem swoje kulinarne doświadczenie odnośnie muszli św. Jakuba, o którym rozpisywałem się tutaj.
Małże te nie nadają się do spożycia po uprzednim mrożeniu, a tylko takie są dostępne w naszym kraju!!!
Jakkolwiek restaurator by Was zachęcał słownie lub na piśmie do ich spożycia - nie zamawiać!!!
Chyba że ktoś lubi pożuć kauczuk ;)
Tego typu mięczaki należy spożywać w miejscu ich połowu, czyli świeże.
UPDATE 12.04.2011.
Tamara Cafe już nie istnieje.

środa, 5 maja 2010

Fafik's travels 3 - Lublin od tylca



Lublin ma jedną z najpiękniejszych starówek, po jakich było dane mi spacerować.
Pojęcie piękna w tym konkretnym przypadku jest względne, gdyż prawdopodobnie wielu uzna tą starówkę za ohydną, obskurną i totalnie zaniedbaną.
Znaczna część znajdujących się tam kamienic, szczególnie w bocznych uliczkach, sypie się ze starości na naszych oczach. Ze względu fatalnych warunków komunalnych, mieszka tam sporo niebezpiecznego elementu, więc jeżeli już trzeba tamtędy iść nocą, radzę nie zbaczać z głównej ulicy ;-)

Co innego za dnia.

Plac po Farze jest częstym miejscem koncertów oraz spotkań lublinian. W tle można zauważyć zniszczone, opuszczone budynki.

Jeżeli ktoś nie przepada za wycieczkami w stylu od zabytku do zabytku, których notabene w tym mieście jest multum, proponuję zejść ze szlaku i zapuścić się w labirynt uliczek, podwórek, korytarzy i klatek schodowych, gdzie unosi się zapach staroci, stęchlizny i niemytego Żyda.
Wspaniałe wrażenia organoleptyczne i łyk adrenaliny - gwarantowane!!!







Rozbiórka kamienicy przy Bazylice św. Stanisława Biskupa Męczennika

Tyły lubelskiej Archikatedry

Z prawej remontowany Teatr Stary, w tle Wieża Trynitarska

Jeżeli komuś jeszcze mało takiego Lublina, może wejść tutaj.

poniedziałek, 3 maja 2010

Fafik's travels 2 - Wielka Brytania: Londyn

O Londynie za wiele nie będę się mądrzył, ponieważ spora ilość Polaków tam mieszka lub swoje rodziny odwiedza ;)
Zatem zapraszam na ekspresową podróż od rana do nocy, po stolicy Wielkiej Brytanii.

Mój hotel znajdował się niedaleko Tower of London, czyli miejsca gdzie mieszkało i zmarło ;-) wiele znanych ludzi.


Tutaj przycupnąłem sobie przed The Globe - teatrze Szekspira.


Tamiza - kopuła w tle należy do Katedry św Pawła.


Tak wyglądają typowe angielskie puby, ponieważ wewnątrz jest całkowity zakaz palenia ;D


Kolumna Horatio Nelsona, najsłynniejszego angielskiego admirała.


Odpoczynek w parku, obok wiewiór żebrze o żarcie - jak można się tak poniżać ;)


Niestety nie dane mi było obejrzenie tego musicalu ;-(


Przejażdżka słynnym angielskim, piętrowym, czerwonym autobusem ;D


Buckingham Palace
Flaga na maszcie wskazuje, że Królowa właśnie w nim przebywała.


Tower Bridge nocą - jeden z najsłynniejszych mostów na świecie.


Houses of Parliament z najsłynniejszym na świecie zegarem Big Ben'em.


Chiński lew w China Town


Piccadilly Cicus około północy - życie tam tętni przez 24h.


To już koniec mojej angielskiej podróży.
Dziękuję Ci eNeMeMSie za tą wycieczkę ;D