niedziela, 10 maja 2015

Historie obrazkowe. Osiem dekad polskiego komiksu

W bydgoskich Spichrzach trwa wystawa czasowa pt. "Historie obrazkowe. Osiem dekad polskiego komiksu".
Inicjatywa to niezwykle rzadka w polskich realiach muzealno-wystawienniczych, żeby tak "podły" element kultury, promować w tak godnych progach.
Chwała za to organizatorom oraz autorom.
Zgodnie z tytułem wystawy, wędrujemy razem z Tytusem, Romkiem i A'Tomkiem przez polskie dziesięciolecia, podziwiając jak przez ten czas zmieniał się komiks.
Eksponaty są różnorodne: oryginalne plansze i szkice komiksowe, czasopisma, magazyny, zeszyty i albumy, a nawet przedmioty należące do polskich klasyków komiksu.
Skoro znajdujemy się w mieście nad Brdą, część wystawy poświęcono Jerzemu Wróblewskiemu, który związany był z Bydgoszczą, mieszkając i tworząc niedaleko miejsca pracy mojego Panka.
Na wystawie jest kilka w ten sposób zaaranżowanych "pokoików", pokazujących zwiedzającym jak wyglądało mieszkanie przeciętnego Kowalskiego w różnych dekadach.
Cała ekspozycja znajduje się w jednej sali, podzielonej ścianką działową, na której powieszono biosy i prace wybranych artystów komiksowych.
Doskonałym pomysłem jest zaprezentowanie ich w ramach, w biało-czerwonych barwach flagi polskiej.

Niestety Panek, któremu wydaje się, że dość dobrze orientuje się w temacie, nie potrafił znaleźć klucza, na podstawie którego zaprezentowano akurat tych rysowników i scenarzystów, bo obok klasyków zawisło kilkoro ludzi, znanych chyba tylko kuratorom wystawy.
Również pewnym zgrzytem jest pominięcie we współczesnej historii "Produktu", który miał olbrzymi wpływ na scenę komiksową, a także kompletny brak jego twórcy Michała Śledzińskiego, pochodzącego właśnie z Bydgoszczy.
Pomimo tych niewielkich potknięć, uważam że wystawa jest warta obejrzenia, do czego mocno zachęcam. Ekspozycja będzie pokazywana do początku wakacji, więc jest jeszcze odrobina czasu.

Tymczasem na pobliskiej Wyspie Młyńskiej pachną cudnie kwietne dywany.

czwartek, 7 maja 2015

Comics Soon Coffee

Na kulturalnej mapie Bydgoszczy, na ulicy Długiej 5, pojawił się niezwykle jasny punkt.
Klubokawiarnia Comics Soon Coffee
Jak sama nazwa podpowiada jest to połączenie klubu, kawiarni oraz sklepu z komiksami.
Żeby nie było wątpliwości, już na wejściu wita nas świetlny semafor ze znakiem drogowym Bydgoszczy.
Na stołach leżą komiksy, które można oglądać, czytać, a jak się spodoba to zakupić.
Ściany ozdobiono komiksowymi grafikami, a część z nich, powiązana bezpośrednio z Bydgoszczą, stworzona została przez Marcina Kemnitza, który zaprojektował również logo lokalu.
Jedna z grafik nawiązuje do odcinka "Kapitana Żbika", w którym słynny milicjant prowadził śledztwo w mieście nad Brdą.
Za barem przemiła obsługa serwuje kawy, herbaty, soki, napoje gazowane, smoothie, kanapki, sałatki, ciasta, czyli wszystko to co powinno znaleźć się w każdej szanującej się kawiarni.
Jedynie alkoholi brak. Choć jak się dowiedziałem, w najbliższą sobotę mają już się pojawić, w postaci różnorakich piw regionalnych.

Lokal choć niewielki, podzielony jest na różnorodne strefy. Na wprost typowa część kawiarniana z kilkoma niewielkimi stolikami, po prawej wysoka lada ze stanowiskami komputerowymi, po lewej za przestronnym oknem spora kanapa z ławą, a w głębi za ścianką działową zaciszne miejsce do prowadzenia tajnych planów mających na celu zniszczenie świata, bądź kontemplacji wspomnianych komiksów.
Dla każdego coś miłego!
Nareszcie jest w mieście miejscówa, w której mój Panek poczuje się jak u siebie w domu.
Coś czuję, że będziemy tam stałymi gośćmi!
Czas pomyśleć o Karcie Stałego Klienta Drodzy Właściciele!

niedziela, 5 kwietnia 2015

Borsucza hacjenda

Borsuki to takie sympatyczne zwierzaki, które mało kto widział, a jak już zobaczył to prawdopodobnie się przestraszył, bo chociaż mało agresywne, to potrafią robić niezłe szoł w stylu "mam zajebjaszcze pazury oraz kły i nie zawaham się ich użyć". Spokrewnione są z amerykańskimi rosomakami, co po ichniemu brzmi Wolverine, a wiadomo że tak nazywa się najsłynniejszy mutant, który kozakiem jest jakich mało. Pazury służą borsukom głównie do kopania nor, przez co uważane są za jednych z najlepszych zwierzęcych inżynierów ziemnych.
Dawno temu (około 15 lat), Panek w ramach pracy badawczej obserwował te domostwa, z czego później uzyskał tytuł magisterski. Do tej pory uwielbiamy wracać do jednej z nich, bo jest najbardziej okazała i cały czas ulega zmianom, a dodatkowo można znaleźć przy niej różne skarby, służące później do wyrobu nietypowych ozdób.
Żeby nie pleść głupot na temat nor, oddaję głos specjaliście, czyli pozwolę sobie przytoczyć fragmenty wspomnianej pracy magisterskiej.

Borsuk jest najlepszym architektem i budowniczym nor, a poza tym najbardziej przywiązuje się do swoich mieszkań. Zauważyli to już nasi przodkowie, nadając mu nazwę jaźwiec, od wyrazu "jazwy" oznaczającym w języku słowiańskim nory, a także rany. Podawane są jeszcze inne nazwy tego zwierzęcia: nor i leśny pies (Sumiński, 1989). Wygląd nor, liczba otworów wejściowych, liczne ścieżki, a także charakterystyczna roślinność azotolubna towarzysząca schronieniom, wskazują na długotrwałe ich użytkowanie. Niektóre ze stałych nor mogą być zasiedlane przez kilkadziesiąt lat i wokół nich skupia się życie rodzinne borsuków (Goszczyński i in., 2000).
Nora borsuka, zależnie od liczby mieszkańców, składa się z jednej lub więcej komór, do których prowadzi kilka korytarzy. Na powierzchni kończą się one wylotami tzw. oknami. W terenach pagórkowatych borsuk najchętniej zakłada swe kryjówki na stokach południowych, starając się by wyloty były zamaskowane pniakiem, drzewem lub krzewami. Stała, rozbudowana nora może mieć do 30 okien, nie licząc otworów wentylacyjnych (Sumiński i in., 1993). Długość korytarzy podziemnych dochodzi niekiedy do 10 m, a głębokość do 2-4 m (Haber i in., 1979). Może być w niej kilka podziemnych pięter, których łączna powierzchnia osiąga 50 metrów kwadratowych. Borsuki mają osobne komory sypialne o średnicy 1-1,2 m i wysokości 60 cm oraz osobną komorę do wychowu młodych.

Nora borsuka B-1, znajduje się w 275 oddziale (pododdział b) leśnictwa Gródek, na siedlisku lasu świeżego. W piętrze drzew oznaczyłem: buk zwyczajny Fagus silvatica, lipę drobnolistną Tilia cordata oraz dąb bezszypułkowy Quercus pubescens. Wśród krzewów dominują: bez czarny Sambucus nigra i leszczyna pospolita Corylus avellana, natomiast w runie najczęściej spotykane są: pokrzywa zwyczajna Urtica dioica, narecznica samcza Dryopteris filix-mas, przylaszczka pospolita Hepatica triloba, glistnik jaskółcze ziele Chelidonium majus, głowienka pospolita Prunella vulgaris, jaskier ostry Ranunculus acer, kopytnik pospolity Asarum europeum, kokorycz pusta Corydalis cava, zawilec gajowy Anemone nemorosa, jasnota gajowiec Lamiastrum galeobdolon, dzwonek pokrzywolistny Campanula trachelium, jasnota plamista Lamium macularum.
Nora stanowi kompleks siedmiu wejść, znajdujących się na szczycie leśnego wzgórza, z czego sześć wydrążonych jest na jego południowym stoku, a ostatnie po stronie północnej.
Wejście W1, wykopane jest pod leszczyną i skierowane na południowy-zachód. Przed wejściem znajduje się piaszczysty kopiec, z dwoma ścieżkami (jedna z nich prowadzi do "latryny", a druga w dół stoku).
W1 z wydeptaną ścieżką, w tle latryna
Kopiec przed W1
Widok ogólny na W1. Widoczne okno, ścieżka oraz kopiec. Dalej widoczna latryna oraz W3
Latryna z licznymi dołkami
Wejście W2 znajduje się 1,4 m na południe od W1 i w tymże kierunku jest zorientowane.
Wejście W3 znajduje się 14,6 m na wschód od W2 (po drugiej stronie "latryny"), skierowane na południe.
Na północny-wschód od W3 znajdują się wejścia W4 i W5, obydwa skierowane w kierunku wschodnim oraz W7 (1,2 m od W5) służące jako otwór wentylacyjny. Wejście W4 jest 2,5 m od W3, tak jak W1 wykopane jest pod krzewem leszczyny, a przed nim także znajduje się kopiec. Ścieżka odchodząca od wejścia zawraca w kierunku "latryny". Wejście W5 leży 5,6 m od W4, skierowane jest na wschód, a przed nim znajduje się piaszczysty kopiec z dwoma ścieżkami (jedna zawraca w kierunku reszty wejść, natomiast druga prowadzi w dół stoku).
Widok ogólny na W5, w tle widoczne W4
Wejście W6 wykopane jest po drugiej stronie wzgórza, w odległości 28 m od W1, wydrążone jest pod leszczyną i skierowane na północ.
W6 z licznymi borsuczymi tropami
Na obszarze między W6, a resztą wejść (wierzchołek wzgórza) znajdują się liczne wykopane lejki.
Nora B-1 zajmuje powierzchnię około 28 metrów kwadratowych.
B-1 jest typowym przykładem stałej, wieloletniej nory borsuczej. Wskazuje na to jej budowa - kopce przed wejściami, "latryna", lejki w ziemi; usytuowanie w terenie (szczyt wzgórza (głównie południowy stok), bliskość wody (strumień oraz stare koryto rzeki Wdy; roślinność azotolubna. Z nory corocznie wyprowadzane są młode borsuki, świadczą o tym obserwowane wczesnym latem mniejsze tropy tych zwierząt.
Widok w dół stoku, w kierunku strumienia
Kilka wyjaśnień na koniec.
Dlaczego południowy stok wzgórza?
Dobra widoczność okolicy, choć borsuki są dość ślepe i widzą bardziej sam ruch, polegając na węchu i słuchu, a południowe stoki jak wiadomo są najcieplejsze.
Skąd te kopce?
Przecież gdzieś tą ziemię ze środka trzeba wygarnąć, przy okazji tworząc okazały taras do obserwacji oraz zabaw.
Dlaczego jedno z wyjść jest po drugiej stronie wzgórza?
Jakby tąpnęło i zawaliło się z jednej strony, zawsze jest wyjście z drugiej. Poza tym w razie niebezpieczeństwa można tamtędy dać dyla.
Po co bliskość wody?
Borsuki to czyścioszki oraz pijaki. Uwielbiają pić dużo wody, a dokładną toaletę przeprowadzają codziennie, zwykle zaraz po wyjściu z nory.
Latryny?
Jaźwce zapadają w niezbyt głęboki sen zimowy, z którego okresowo się wybudzają żeby odrobinę podjeść oraz wyjść za potrzebą. Przecież nie będą zanieczyszczać wnętrza nory, a na mrozie nie ma sensu biegać daleko.
Roślinność azotolubna?
To najczęściej bez czarny i pokrzywa. Azot znajduje się w moczu oraz kale, stąd teren latryn, kibelków, wychodków, nawet za stodołą, gdzie często się leje, porastają te rośliny. Rosną wszędzie tam gdzie na stałe przebywają zwierzęta i ludzie, nawet wiele lat po tym, gdy teren już nie jest zamieszkały, więc ich obecność jest pierwszym sygnałem, że w tym miejscu ktoś kiedyś mieszkał.

Literatura:
Goszczyński J., Maciąg I., Skoczyńska J. 2000. Moja nora jest twierdzą, czyli życie socjalne borsuków. Łowiec Polski 9 (1852); str. 20-21
Haber A., Pasławski T., Zaborowski S. 1979. Gospodarstwo łowieckie. PWN, Warszawa
Sumiński P. 1989. Borsuk. PWRiL, Warszawa
Sumiński P., Goszczyński J., Romanowski J. 1993. Ssaki drapieżne Europy. PWRiL, Warszawa

P.s.
Dzisiaj Panek jak zwykle zażywał rytualną kąpiel wielkanocną.

niedziela, 29 marca 2015

Barberian

Wśród płci brzydszej nastała ostatnio moda na prawdziwie męski look, objawiający się zwalczanym wcześniej zarostem fejsa. Takie zarastanie w żadnym wypadku nie obliguje mężczyzn do wyglądania jak fleja, stąd renesans zapomnianego fachu golibrody, przemianowanego na hipsterską modłę jako barber, a stąd już krótka droga do gry w bibra.
Panek przez ostatni rok zapuścił się srodze i w ogóle przestał dbać o siebie, choć kiedyś wiedział jak różnorodnie się wystylizować.
Najbliżsi znajomi nie mogąc znieść dłużej tego dziadowania, pod pretekstem Pierwszego Ogólnopolskiego Zlotu Brodaczy wywieźli go do stolicy.
Tam skierowali swe kroki w kierunku jednego z wyrastających jak grzyby po deszczy barber shopów, aby poddać Panka odpowiedniemu retuszowi.
Wybór padł na Barberian Academy & Barber Shop.
 W środku prawdziwy oldschool z motórem i czachami rogaczy na ścianach,
narzędzia tortur w podłodze i na stanowisku pracy strzyg, znaczy się barberów.
Obsługa proponuje gościom zimne i ciepłe napoje, w tle brzmi nastrojowa muzyka, choć bardziej spodziewałem się czegoś w tym klimacie.
Klient zasiada na wypasionym fotelu fryzjerskim i zaczyna się 45 minutowy seans.
W ruch idą pędzel, gorący ręcznik, brzytwa, nożyczki.
Mycie, golenie, strzyżenie, trymowanie, modelowanie, jakieś mydła, balsamy, puder, a nawet woda.
Efekt końcowy uwieczniony na tle obdrapanych drzwi.
Stylizacja z tym czymś dyndającym na szyi jeszcze ujdzie, ale weź się człowieku ogarnij, wyprostuj i przytyj!

wtorek, 24 marca 2015

Recto / Verso

Od ponad miesiąca i jeszcze jakieś dwa kolejne, w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie trwa przekrojowa wystawa prac znanego polskiego malarza Andrzeja Wróblewskiego.
Właściwie zostało o niej napisane i powiedziane już tyle, że nie będę się silił na jakiś swój wkład w jej ocenę.
Napiszę tylko tyle.
Kto nie był ten trąba i niech jak najprędzej nadrobi zaległości, choć odbiór całości nastraja dość pesymistycznie i dołująco.



Nie dość, że obrazy są najczęściej dwustronne, to dodatkowe czytanie etykiet masowo poprzyklejanych na ramach, jawi się niczym mokry sen kolekcjonera dzieł wszelakich.
 A Panek jak to On, zamiast chłonąć prawdziwą Sztukę, przegląda się w lusterkach.
Przepraszam bardzo, bo Panek mi podkład muzyczny niecnie podmienił, gdyż iż miało być coś w ten deseń.

środa, 18 marca 2015

Bobrza inżynieria wodna

Poniżej zapory spiętrzającej Wdę w miejscowości Gródek, gdzie swego czasu Panek strzelił sobie sealfie, zaczyna się Bobrzy Eden.
Starym korytem rzeki woda bardziej stoi niż płynie, zasilana niewielkimi źródłami i kilkoma strumieniami.
Ludzie aby przedostać się na drugi brzeg, nieudolnie budują kamienne brody.
Natomiast bobry tak zmieniają środowisko, aby stworzyć idealne warunki bytowania.
Z dostępnych środków (gałęzi, kamieni, zwykłych śmieci, roślin wodnych, mułu i piasku) konstruują własne tamy, spiętrzając ten mikry nurt nawet ponad metr, powyżej których powstają rozległe rozlewiska i stawy.
Pomijając utrudnienia dla ryb migrujących w górę nurtu, dla środowiska naturalnego wynikają z tego same korzyści.
Tamy przywracają korzystne stosunki wodne, utrzymują i zwiększają różnorodność biologiczną, ograniczają erozję oraz zwiększają tempo samooczyszczania się wód.
Niestety najczęściej działalność ta kłóci się z gospodarką człowieka, przez co bobry mimo ochrony gatunkowej uważane są za szkodniki.
Wycinają młodniki
 oraz dojrzałe drzewa
jako źródło pożywienia
oraz budulec do wspomnianych tam,
a także żeremi.